Moja fascynacja myślą Jana Ludwika Wolzogena (1599-1661) wciąż rośnie. Co prawda nie przyłączam się do jego rozważań natury teologicznej (np. negacji istnienia Trójcy Św., ikonoklazmu, czy też postulatu liczbowej redukcji dogmatów), lecz poglądy, które głosił na temat relacji wierzącego do państwa są absolutnie przełomowe.
Bardzo cieszy mnie, że ktoś zadał sobie trud przetłumaczenia mojego tekstu na temat Wolzogena na język francuski (dostępny tutaj). (Oryginał polski dostępny tutaj). Jego libertariańska niezgoda na państwo była absolutnie przełomowa, choć Wolzogen wskazywał, że pierwotnie właśnie tak myślano. To wielka szkoda, że spośród jego pism na język polski przetłumaczono zaledwie nieliczne fragmenty. (Znających łacinę zachęcam do tłumaczenia).
Dziś zamiast moich własnych przemyśleń postanowiłem więc opublikować kilka genialnych myśli Wolzogena. (Wszystkie cytaty za: (red. i tł. Zbigniew Ogonowski, Filozofia i myśl społeczna XVII wieku, cz. I, PWN, Warszawa 1979).
"Kościół znajduje się wprawdzie wewnątrz królestwa; lecz nigdy (chyba) nie było prawdziwego Kościoła, jak tylko wewnątrz państwa niechrystiańskiego. Apostołowie, ewangeliści, prorocy, pasterze, doktorzy i starsi nie królowali w kościele ani nie królują przez sprawowanie władzy świeckiej, ale pomimo tego kierowali nim i nadal kierują."
"Przy pomocy mądrości przekazanej w Ewangelii mogą starsi w kościele należycie spełniać swój obowiązek, ponieważ tego rodzaju mądrość jawnie zawiera się w Ewangelii; królowie natomiast i sędziowie w królestwie nie mogą, ponieważ w Ewangelii nie ma zawartej żadnej wskazówki co do rządzenia państwem. Co zaś się tyczy rządzenia państwem, nie można było niczego podać dokładniej niż w Zakonie ustanowionym przez Boga za pośrednictwem Mojżesza. A odkąd Zakon został zniesiony, nie ma nic bardziej nieprzydatnego do politycznego i świeckiego rządzenia państwami, niż nauka Chrystusa".
"Nikomu nie wolno czynić przeciwnie, niż czynił Chrystus. Już zaś być małżonkiem, włodarzem, rzemieślnikiem, kupcem nie jest przeciwne temu, co czynił Chrystus, lecz tylko odmienne. Natomiast być królem, żołdakiem, i wrogów ścigać orężem oraz zabijać, jest w ogóle nie tylko odmienne, lecz nadto przeciwne uczynkom Chrystusa".
Wolzogen postulował nie tylko nieinicjowanie przymusu, ale i powstrzymanie się od wszelkiego przymusu, przez co znacznie podwyższył sobie moralną poprzeczkę. Ten element wykracza już poza libertarianizm, który przecież dopuszcza stosowanie przymusu w odwecie lub w obronie. Jednakże Wolzogen idzie jeszcze dalej:
"Że jednak owe środki zwyczajne i prawne, przez które by chrystianie unikali krzyża, nie są orężem, już zostało już wykazane. Mógł również Chrystus przez oręż, bądź ludzki, bądź boski, uniknąć krzyża, lecz nie chciał się nim posłużyć, by nas nauczyć, że nie jest on prawnym środkiem do uniknięcia krzyża. Na nas bowiem nie inaczej niż na Chrytsusa włożony jest obowiązek dźwigania krzyża na co dzień, a zatem nie inaczej niż on winniśmy się powstrzymać od broni"
- brzmi heroicznie i wypada postawić pytanie, czy Wolzogen rzeczywiście nigdy się nie bronił tak właśnie interpretując chrześcijaństwo. Bez względu jednak na to jego pacyfizm można ograniczyć do zasady nieinicjowania agresji - w moim przekonaniu jest to rozwiązanie bardziej zgodne z duchem Ewangelii.
Dawniej pobozny-socjalizm.blogspot.com. Prywatne opinie, polemiki, komentarze
czwartek, 26 września 2013
wtorek, 24 września 2013
Państwo i jego wyznawcy.
Od lat mówi się, że Europa staje się coraz bardziej ateistyczna, a w ślad za nią także i inne regiony świata. To nieprawda - wielkim bogiem naszych czasów jest państwo, w które wierzy ogromna liczba ludzi, pomimo deklarowanej przynależności do innych religii, np. chrześcijaństwa, islamu, czy też buddyzmu. Oto kilka punktów, które pozwalają lepiej zrozumieć mój pogląd.
zbawienie - według wyznawców państwa jego wielkim dziełem jest zbawienie człowieka... przed nim samym. Każdy zwolennik państwa przekonuje, że bez Lewiatana panowałyby właściwe ludzkiej naturze chaos, terror i anarchia. Ludzką "grzeszną" naturę może zbawić tylko państwo ustanawiając swój monopol inicjowania przemocy.
święci - każde państwo ma swoich świętych - swoich ojców założycieli i wielkich "mężów stanu". Np. w Polsce trwa wciąż walka o beatyfikację Piłsudskiego czy też Kaczyńskiego, lecz już dawno dokonano wyniesienia na ołtarze królów, np. Bolesława Chrobrego, Kazimierza Wielkiego itd.
modlitwa - głoszenie wielkości państwa jest obowiązkowym elementem wszelkiego rodzaju uroczystości, np. rocznic, meczów sportowych, czasami także obrzędów kościelnych. Każdy wierzący w państwo czuje się w obowiązku oddać hołd wielkiemu dziełu pobierania podatków i stosowania środków przymusu w obliczu niewiernych, tj. libertarian.
wiara w cuda - niewierzącym w potęgę i dobroć państwa każe się nieustannie wierzyć w cuda, które ono rzekomo dokonuje. Według przekazu religijnego państwo wspiera gospodarkę, pobudza inwestycje, zapewnia pokój i dobrobyt, pomaga biednym, rozdziela sprawiedliwość. Nikt nigdy nie widział tego na oczy, ale mimo to wiara w państwo jako sprawcę cudów nie ustaje.
świątynie - każde państwo ma swoje własne świątynie, w których celebruje się "mężów stanu" i ich wiekopomne czyny dokonane dla zbawienia ludzkości. We Francji, czy też Rumunii rolę tą pełnią panteony, w Polsce Wawel i inne nekropolie oraz siedziby władzy. Czasami funkcję tą spełnia np. siedziba parlamentu, którą każe się odwiedzać dzieciom ze szkół.
święte pisma - w świecie zachodu świętymi pismami państwa są pisma chorych na przerost wyobraźni filozofów, jak np. Rousseau, Kanta, Hegla, Hobbesa, czy też współczesnych gwiazd bełkotliwej filozofii, które zawierają ideologiczne usprawiedliwienie instytucji państwa. Za publiczne spalenie ich dzieł nie spotka Cię kara tak, jak w islamie, lecz głoszenie idei godzących w płynący z nich przekaz zaciąga na Ciebie karę milczenia i ostracyzmu.
religijni liderzy - przywódcy państw są bożyszczami tłumów, które błogosławią ich wypowiedziom. Wizyty prezydentów i premierów mają w sobie coś z peregrynacji świętych obrazów lub relikwii - ludzie okazują im szacunek w przekonaniu, że reprezentują ze sobą coś bardzo ważnego.
święta idea państwa - państwo ma status świętości, która zawsze pozostanie czysta. To źli ludzie i złe partie wykorzystują Lewiatana do swoich niecnych celów, ale państwo zawsze będzie krystalicznie dobre i zasługujące na nowy start, pomimo wielomilionowych ludobójstw, rzezi i katastrof przez nie wywołanych.
Dobro państwa dobrem najwyższym - dla dobra państwa ludzie są w stanie oddać życie na wojnie, zrzec się całego swojego dobytku oraz nieustannie godzą się na wzajemne wywłaszczanie wszystkich przez wszystkich. Przedkładają w ten sposób abstrakcyjne dobro państwa nad dobro drugiej osoby i dobro własne. To wymaga naprawdę wielkiego religijnego zapału.
A jeśli chodzi o mnie, to nie potrafię wyznawać dwu religii naraz i dlatego odrzucam wiarę w państwo.
wtorek, 16 kwietnia 2013
Odebrana dotacja - dramat w jednym akcie
Niniejszy tekst ukazał się w ostatnim numerze "Najwyższego Czasu!", ale stwierdziłem, że nie wszyscy czytelnicy mojego bloga czytają tą gazetę, więc warto im także przybliżyć ten skromny dramat.
(z
boku sceny trwa narada, trzej mężczyźni prowadzą żywą dyskusję)
ZŁY POLITYK I
Kiepska kondycja budżetu, czas na cięcie. Obetnijmy
fundusze, bo inaczej czeka nas bankructwo!
ZŁY POLITYK II
Racja, racja. PKB nam spada – brać inwestorska
nierada.
KAPITALISTA
(ubrany
w cylinder, długi frak, zagryza cygaro i podrzuca złotą monetę)
No,
szybciej, szybciej. Buahahaha! (wybucha
niekontrolowanym śmiechem i wyraźnie widać jego złoty ząb)
(na
scenę wchodzą dwa chóry)
CHÓR LEWAKÓW
Ach, zły kapitalisto! I wy, bezduszni politycy! My
pełnimy służbę społeczną, a wy służycie pieniądzu.
CHÓR PRAWAKÓW
Okrutne liberały, pieniądze nam zabrały. Naród bez
dotacji zginie!
(ktoś
po cichu intonuje „Boże, coś Polskę”)
LEWICOWY DZIENNIKARZ
Panie polityku, czy to na pewno dobra decyzja? Wszyscy
eksperci mówią, że to krok w złym kierunku. Ja sam podpisałem
już dwa listy otwarte sprzeciwiające się zabraniu dotacji.
SUPER NIANIA
Ja też się podpisałam pod tą listą!
ZŁY POLITYK I
Ja chętnie dałbym dotacje, lecz nie ma z czego.
ZŁY POLITYK II
Racja, kolego. Czas, aby górę wzięła prywatna
inicjatywa!
PROBOSZCZ
A dobro wspólne? A pomoc biednym? Od czego jest
państwo?
FEMINICHA I
I czemu zabieramy kobietom? Może lepiej samcom?
FEMINICHA II
Jak
już mamy robić jakieś cięcia, to najpierw u samców (obie
feminichy niekulturalnie chichocą)
CHÓR
LEWAKÓW (posępnie)
Neoliberalizm i turbokapitalizm. Turbokapitalizm i
neoliberalizm.
CHÓR
PRAWAKÓW (jeszcze
posępniej)
Liberalizm i brak państwa. Brak państwa i liberalizm.
ZWYKŁY CZŁOWIEK
Ja tam na polityce się nie znam, ale dotacji nie
powinni nikomu zabierać.
KAPITALISTA
No szybciej!! Moje pieniądze! Mój egoizm!
PRAWICOWY DZIENNIKARZ
Słyszałem, że kapitalista nie chodzi do kościoła i
ostentacyjnie czyta „Wyborczą”.
CHÓR
PRAWAKÓW (z
przestrachem)
Nie takich ludzi nam trzeba. Nie płacą podatków i
rozkradają majątek narodowy.
LEWICOWY DZIENNIKARZ
A ja właśnie słyszałem, że kapitalista daje
pieniądze na „Radio Maryja”.
CHÓR LEWAKÓW
Odebrać mu wszystkie licencje! Z antysemityzmem nie
będzie dialogu.
ZŁY
POLITYK I (wyraźnie
poirytowany)
Już dość, decyzja zapadła. Rozejść się!
PRAWICOWY DZIENNIKARZ
W naszej gazecie będziesz obśmiany.
LEWICOWY DZIENNIKARZ
W naszej wykpiony.
PROFESOR DOTOWANEJ UCZELNI
Badania cenionego socjologa z Uniwersytetu Columbia
wykazały, że bez dotacji nie wytrzymują nawet żaby.
STARY, BRUDNY KOZIOŁ
Beee...
EKSPERT LEWICOWEJ STACJI TELEWIZYJNEJ
Bez dotacji nie ma demokracji.
KOSMETOLOG
Bez dotacji marszczy się skóra i wychodzą czyraki.
GASTROLOG
Dłuższa ekspozycja na stan bezdotacyjny może się
przyczynić do wytworzenia stanów zakaźnych dróg jelitowych.
EKSPERT PRAWICOWEJ STACJI TELEWIZYJNEJ
Odebranie tej dotacji to robota służb specjalnych –
nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
ROLNIK
Iii tam... No nie zabierajta im tych dotacji, ludziska.
LEWICOWY DZIENNIKARZ
I co pan na to? Jak pan zareaguje na głos ekspertów?
POLITYK I
Będę nieugięty …
FEMINICHA
Faszysta!
PRZEWODNICZĄCY KLUBU GAZETY POLSKIEJ
Komuch!
PRAWICOWY DZIENNIKARZ
Dziś zabieracie dotacje, jutro sprzedacie ojczyznę.
Targowica!
LEWICOWY DZIENNIKARZ
No to już jest wyraźna homofobia!
BYŁY
PREZYDENT (wyraźnie
zawiany)
Nie idźcie tą drogą!
CHÓR
LEWAKÓW I PRAWAKÓW (razem,
w ramach porozumienia ponad podziałami)
Och, nie bierzcie nam dotacji, bo z czego żyć
będziemy?
Bez państwowych pieniędzy wnet wszyscy pomrzemy.
KAPITALISTA
Będziecie
zdychać z głodu pod płotem! (bierze
do rąk banknot studolarowy, robi z niego samolot i rzuca przed
siebie)
PRAWICOWY POLITYK
O nie, miarka się przebrała. Czas na polityczny pucz.
LEWICOWY POLITYK
Popieram, zagrożona jest demokracja oraz dotacje na
naszą partię.
(Dochodzi
do puczu)
LEWICOWY DZIENNIKARZ
Dobrze się stało, byliśmy o krok od nazizmu. Dziś
możemy spać spokojnie.
PRAWICOWY DZIENNIKARZ
Czujemy ulgę, powstrzymaliśmy liberalny zamach stanu.
CHÓR LEWAKÓW I PRAWAKÓW
Nie śmiejcie odbierać dotacji, bo święte są. Wie o
tym prawica i lewica wie to.
POLITYK I
No i co teraz? Zbankrutujemy …
PROFESOR DOTOWANEJ UCZELNI
Zdecydowanie zbyt pesymistyczna narracja.
JACEK ŻAKOWSKI
Turbokapitalizm.
(kurtyna w dół).
niedziela, 30 grudnia 2012
Oficjalna odpowiedź na tekst Jacka Kobusa
W najnowszym "Najwyższym Czasie!" Jacek Kobus po raz kolejny wypowiada się na temat libertarianizmu. (Coś go ten libertarianizm "uwiera", nie sądzicie? Mógłby przecież pisać o tylu różnych kwestiach miłych konserwatystom i prawicowcom: o potrzebie posiadania silnego państwa, o potrzebie narzucenia pełnej lub pół-dyktatury albo o spiskach lewaków itd. itp. Coś Panu Kobusowi libertartianizm spać jednak nie daje, bo tym razem napisał tekst na co najmniej 15 tysięcy znaków.
Pan Kobus wypada zdecydowanie najlepiej, gdy pisze o koniach - najwidoczniej jego pasji. Gdy jednak zabiera się za teorię społeczną lub filozofię, bywa niestety nie najlepiej. To tak jakby muł chciał startować w Wielkiej Pardubickiej.
Tak też stało się i tym razem: W tekście pt. "O postępie i wolności raz jeszcze", znajdujemy taką oto wypowiedź: Najpierw trzeba ludzi do wolności przymusić, bo dobrowolnie wolni być nie chcą.
A teraz, w celu właściwej kontemplacji tej wielkiej prawdy, polecam usiąść po turecku, wyciszyć się, spojrzeć prosto przed siebie w ścianę i policzyć do stu.
Jeśli już, drogi czytelniku, skończyłeś, posłuchaj dalszej części mojej wypowiedzi.
Proponuję, aby od dziś nazwać ten rodzaj "rozumowania" "dialektyką Kobusa". Jej zastosowanie jest bardzo proste. Proszę bardzo, oto przykład:
Aby odpowiedzieć na polemikę Kobusa, trzeba na nią nie odpowiedzieć.
Koniec wpisu.
Pan Kobus wypada zdecydowanie najlepiej, gdy pisze o koniach - najwidoczniej jego pasji. Gdy jednak zabiera się za teorię społeczną lub filozofię, bywa niestety nie najlepiej. To tak jakby muł chciał startować w Wielkiej Pardubickiej.
Tak też stało się i tym razem: W tekście pt. "O postępie i wolności raz jeszcze", znajdujemy taką oto wypowiedź: Najpierw trzeba ludzi do wolności przymusić, bo dobrowolnie wolni być nie chcą.
A teraz, w celu właściwej kontemplacji tej wielkiej prawdy, polecam usiąść po turecku, wyciszyć się, spojrzeć prosto przed siebie w ścianę i policzyć do stu.
Jeśli już, drogi czytelniku, skończyłeś, posłuchaj dalszej części mojej wypowiedzi.
Proponuję, aby od dziś nazwać ten rodzaj "rozumowania" "dialektyką Kobusa". Jej zastosowanie jest bardzo proste. Proszę bardzo, oto przykład:
Aby odpowiedzieć na polemikę Kobusa, trzeba na nią nie odpowiedzieć.
Koniec wpisu.
czwartek, 6 grudnia 2012
Historia pisana pieniądzem cd.
Tym razem zamiast osobnego wpisu zamieszczam materiały promocyjne.
Wpierw link do nagrania audycji ze mną w Kontestacji: (kliknij tutaj)
A poniżej także nagranie video z premiery mojej książki na Targach Książki Historycznej w Warszawie:
Wpierw link do nagrania audycji ze mną w Kontestacji: (kliknij tutaj)
A poniżej także nagranie video z premiery mojej książki na Targach Książki Historycznej w Warszawie:
wtorek, 20 listopada 2012
Myśli nowoczesnego libertarianina
Libertarianin, tak jak nowoczesny endek, brzydzi się
oportunizmem mafii i nie ma najmniejszej ochoty przyłączać się do
sekty. Ale jednocześnie nie jest na tyle naiwny, aby wierzyć, że
jakiekolwiek państwo może w ogóle działać.
Przede wszystkim, nowoczesny libertarianin nie jest w
stanie zrozumieć, jak można w dzisiejszej Polsce w ogóle mówić o
słabym państwie. Polskie państwo ma się świetnie – zatrudnia
ok. 3.5 miliona osób, które zarabiają średnio 30% więcej niż
ich odpowiednicy w sektorze prywatnym. Do państwa należy
wszechwładny ZUS oraz tysiące innych molochów, takich jak choćby
PKP, PLL LOT, Poczta Polska, NBP, PGNiG oraz niezliczone inne
podmioty. Państwo posiada wszystkie drogi, ulice, rzeki, jeziora,
porty, sądy, uniwersytety, stadiony itd. itp. Nie ma w całym kraju
ani jednego podmiotu prywatnego, który mógłby w jakikolwiek sposób
równać się do Lewiatana. Najzamożniejsi przedsiębiorcy w rodzaju
Jana Kulczyka czy Zygmunta Solorza-Żaka dysponują sumami, które są
niczym w porównaniu do tych, którymi zarządza skarb państwa, a w
istocie ciężko ich w ogóle nazywać przedsiębiorcami, gdyż swoje
fortuny zawdzięczają ścisłej współpracy z Lewiatanem. Polskie
państwo to gigant, wokół którego jak mrówki tłoczą się osoby
prywatne licząc na to, że załapią się na okruchy ze stołu pana
domu.
Rządząca od 2007 roku Platforma Obywatelska państwa
nie osłabia, lecz bardzo je wzmacnia. Przedstawiciele pisowskiej
sekty starają się za wszelką cenę pokazać, że platformerska
mafia je niszczy, lecz dzieje się coś dokładnie co innego. Za
rządów Tuska przybyło kilkaset tysięcy bezużytecznych biurw,
wzrosły obroty budżetu (wydatki coraz bardziej przewyższają
przychody), a państwo zachowało swój stan posiadania w prawie
wszystkich branżach (szumnie zapowiadana deregulacja okazała się
jedynie hasłem propagandowym). Sekcie oraz nowoczesnemu endekowi to
jednak za mało i chcą dalej wzmacniać rzekomo słabe dziś
państwo. W jaki sposób? Nacjonalizując jakieś branże?
Przywracając Centralny Urząd Planowania? A może dokonując fuzji
Orlenu z PKP Cargo, PGNiG oraz LOTem w celu utworzenia największej
państwowej firmy w Europie? Polskiej!Ale by była potęga...
Nowoczesny libertarianin obserwuje uważnie otaczającą
go rzeczywistość i wcale nie widzi zawłaszczenia państwa
wyłącznie przez ludzi dawnego systemu. Z państwowej kasy utrzymują
się zarówno lewicowcy chwalący mafię, jak i prawicowe pisma
wysławiające pod niebiosa mafię. Z podatków fundowane są partie
tak pobożnych, jak i bezbożnych socjalistów. Jak Polska długa i
szeroka, dziesiątki tysięcy urzędów, szkół, bibliotek,
prokuratur, hal sportowych oraz uczelni jest okupowanych nie tylko
przez ludzi dawnego systemu, ale i przez węszących wszędzie
ingerencję Salonu ludzi związanych z prawicą. Postkomuniści wcale
nie zabronili dostępu do tych kilku milionów posad na dworze
Lewiatana – pobożni socjaliści sami się garną pod jego
skrzydła. Te 3,5 miliona osób, które pracują obecnie dla państwa
to nie tylko głosujący na PO, PSL, SLD czy Palikota, ale także
(kto wie, czy nie w większości) ludzie o prawicowych poglądach,
którzy zamiast wziąć się do roboty w sektorze prywatnym wolą pić
kawę w budżetówce.
To prawda, że peerelowscy aparatczycy zagarnęli dla
siebie sporą część posad, na których siedzą do dziś, ale ich
potęga jest możliwa tyko dlatego, że tzw. „polactwo” żyje
ideałami silnego państwa. Gdy pojawiają się inicjatywy, takie jak
Ruch Autonomii Śląska, które dają nadzieję na osłabienie
państwa i przeniesienie politycznego środka ciężkości na poziom
lokalny, najbardziej zwalcza je właśnie prawica, która marzy o
silnym, scentralizowanym państwie, które o wszystkim decyduje z
Warszawy. Najzamożniejsze państwa Europy, do których porównuje
ciągle Polskę nowoczesny endek, stały się zamożne nie dzięki
swojemu państwu, ale właśnie dzięki rozdrobnieniu politycznemu,
które w Polsce zostało zlikwidowane tuż po rozbiciu dzielnicowym,
a później przekreślone przez potężne państwo szlachty.
Nowoczesny libertarianin wcale nie ma się za idiotę,
gdy twierdzi, że państwo wcale nie musi budować dróg, kontrolować
sądów ani pobierać podatków na wojsko. Historia pokazała i wciąż
pokazuje, że usługi te są świadczone znacznie lepiej przez sektor
prywatny. Państwo polskie, ani jakiekolwiek inne, nie jest tu do
niczego potrzebne.
To, czego naprawdę potrzeba, to masowego odejścia od
państwa. Zbiorowego porzucenia państwowych etatów i zgłoszenia
popytu na wolny rynek. Większość ludzi na prawicy jest
przekonanych, że wpierw trzeba odsunąć Salon od władzy, a dopiero
potem będzie można ewentualnie pomyśleć o realizacji
„marzycielskich” wolnorynkowych idei. Ale walka z Salonem bez
walki z państwem to walka z wiatrakami, gdyż Salon całą swoją
siłę czerpie właśnie z państwa. Gdyby nie było Lewiatana,
wszystkie osobniki pokroju Kwaśniewskiego, Środy, czy też
Komorowskiego byłyby bezsilne i musiałyby pracować ciężko na
życie na podrzędnych stanowiskach. Dopóki jednak nowoczesny endek
chce silnego państwa, będzie wiecznie zmagał się z wciąż
kolejnymi zastępami Palikotów i Niesiołów, których państwo,
jako instytucja do głębi zła, premiuje. Akceptując w punkcie
wyjścia dominację tej instytucji, uczciwi ludzie zawsze będą na
przegranej pozycji.
Proponując wskrzeszenie przedwojennej idei narodowej
nowoczesny endek nawet nie ma świadomości, że aspiruje do czegoś,
co zamożne kraje zachodu zaczynają coraz wyraźnie odrzucać.
Wysiłki na rzecz przekształcenia Unii Europejskiej w wielkie
super-państwo sprawiają, że państwa narodowe chwieją się w
posadach jak jeszcze nigdy od momentu ich powstania. Gdyby więc
kiedyś nowoczesnemu endekowi udało się nawet jakimś cudem zmienić
„polactwo” w Polaków i przekształcić Polskę z kraju
kolonialnego w kraj ambitnego narodu, na zachodzie nie będzie już
żadnych Włochów, Niemców, Hiszpanów ani Brytyjczyków. Ich
miejsce zajmą Tyrolczycy, Bawarczycy, Szkoci, Katalończycy,
Walijczycy, Baskowie oraz Wenecjanie. Bankructwo współczesnych
państw, które zrzeszają odmienne kulturowo grupy etniczne oraz
narody sprawia, że nie chcą one dłużej żyć ze sobą pod jednym
dachem. Tymczasem nowoczesny endek aż sapie ze złości, gdy ktoś
próbuje powiedzieć, że jest Kaszubą, Ślązakiem albo Łemkiem.
Polskie ma państwo ma być wszak z definicji silne, jednolite i
niepodzielne.
Nowoczesny libertarianin nie zamierza trwać przy
wczorajszych ideach narodowych, lecz nie dlatego, że są wczorajsze
ani dlatego, że są narodowe. Libertarianin wierzy w istnienie
wiecznego, niezmiennego kodeksu moralnego, który nie jest „polski”,
„niemiecki” ani „francuski”, lecz obowiązuje wszystkich
ludzi bez względu na miejsce i czas. Prawo własności obowiązuje
bez względu na to, co stało się dotychczas oraz bez względu na
to, co stanie się później. Taka perspektywa nie przekreśla
oczywiście myślenia w kategoriach narodu lub grupy etnicznej, z
którymi czujemy więź – naród to przecież także język i
kultura, których nie trzeba mieszać do instytucji zajmującej się
zbieraniem podatków.
Nowoczesny libertarianin nie darzy też żadnym wielkim
sentymentem II RP, w której cała rzeczywistość gospodarcza
została podporządkowana państwu. W dwudziestoleciu wojennym
panował półkomunizm przejawiający się odgórnym sterowaniem
obiegiem pieniężnym, większość przedsiębiorstw należało do
Lewiatana, a Polacy dwukrotnie doświadczyli hiperinflacji, która
zniszczyła ich oszczędności. Zaś wychwalane przez nowoczesnego
endeka „inwestycje” w rodzaju Gdyni czy Centralnego Okręgu
Przemysłowego były okupione zubożeniem społeczeństwa oraz
rozmnożeniem państwowych etatów.
Gdyby więc zestawić dwie przedwojenne dekady z III
RP, okazuje się, że współczesne państwo posiada wiele
pozytywnych cech, które są dziś powszechnie niedoceniane. Polska
zrodzona w Magdalence pozwala na względnie rynkową wycenę swojej
waluty, o czym przed wojną w większości można było tylko
pomarzyć. Zniesiono także pobór do wojska, a państwo zaprzestało
realizowania wielkich projektów, takich jak budowanie od podstaw
miast, czy też hut. Nie znaczy to oczywiście, że nowoczesny
libertarianin pragnie tworzyć apologię obecnego państwa, lecz nie
sposób odmówić mu pewnych swobód, których wcześniej zwyczajnie
nie było.
Nowoczesny libertarianin ma świadomość, że nie ma
nic do stracenia, gdyż odebrano mu w zasadzie wszystko. Decyduje o
swojej własności w bardzo skromnym zakresie i naprawdę niewiele
zmienia to, czy administrator Lewiatana będzie miał na imię X czy
Y ani też czy będzie mówił to czy tamto – niewola jest niewolą.
Jedyną szansą na wydostanie się z niej jest sprawienie, aby system
tworzący niewolę uległ rozkładowi. Jedyna sensowna strategia na
dzisiejsze czasy polega więc w istocie na tworzeniu podziałów
wśród niewolących. Na zastępowaniu monolitu pluralizmem na każdym
poziomie. Na potęgowaniu rozłamów, wzmacnianiu sporów, a może
wówczas nasi oprawcy zagapią się na chwilę i wreszcie uda się
wyjść na wolność.
niedziela, 11 listopada 2012
HISTORIA PISANA PIENIĄDZEM - moja najnowsza książka.
Tytuł książki brzmi następująco: "HISTORIA PISANA PIENIĄDZEM, czyli jak rządzący na przestrzeni wieków manipulowali polską walutą." (Można ją będzie kupić u wydawcy: kliknij tutaj).
Książkę napisałem w sposób przystępny dla każdego, chcąc przybliżyć w publicystyczny sposób historię monopolu pieniężnego w Polsce. Kwestie monetarne są bowiem jak wosk, w którym odbijają się wydarzenia znane nam z podręczników historii. Dzięki "Historii" czytelnik będzie mógł spojrzeć na historię Polski w sposób, o którym wcześniej nie pomyślał. Mam nadzieję, że za sprawą mojej krótkiej pracy choć jedna osoba zostanie zmuszona do ponownego przemyślenia takich wydarzeń, jak rozbicie dzielnicowe, wielkie projekty Kazimierza Wielkiego, Insurekcja Kościuszkowska, rozbiory, budowa Gdyni oraz COP czy też upadek socjalizmu w Polsce.
Z dumą mogę także stwierdzić, że "Historia pisana pieniądzem" to pierwsza drukowana książka polskiego autora napisana z pozycji jednoznacznie libertariańskich. Ani przez moment nie pozostawiłem w niej wątpliwości co do szkodliwości istnienia państwa jako takiego. Nie żywię złudnej nadziei, że państwem można rządzić w sposób dobry ani też zarządzać monopolem pieniężnym w sposób sprawiedliwy. Zamiast tego pokazuję, że pewną poprawę może przynieść jedynie ponowne "rozbicie dzielnicowe" Polski. W tym celu należy wpierw wycofać Polskę z Unii Europejskiej, która dąży do narzucenia swojej waluty. Następnie, należy przyznać Śląskowi autonomię oraz pozwolić mu bić swoją walutę. Potem należy wprowadzać kolejne autonomie: Kaszub, Wielkopolski itd. tak długo, aż w końcu produkcja pieniądza zostanie w pełni urynkowiona. W przeciwnym razie kradzież przy pomocy pieniądza nie zostanie powstrzymana nigdy.
Gorąco zachęcam wszystkich do lektury!
Subskrybuj:
Posty (Atom)