wtorek, 24 września 2013

Państwo i jego wyznawcy.

Od lat mówi się, że Europa staje się coraz bardziej ateistyczna, a w ślad za nią także i inne regiony świata. To nieprawda - wielkim bogiem naszych czasów jest państwo, w które wierzy ogromna liczba ludzi, pomimo deklarowanej przynależności do innych religii, np. chrześcijaństwa, islamu, czy też buddyzmu. Oto kilka punktów, które pozwalają lepiej zrozumieć mój pogląd.

zbawienie - według wyznawców państwa jego wielkim dziełem jest zbawienie człowieka... przed nim samym. Każdy zwolennik państwa przekonuje, że bez Lewiatana panowałyby właściwe ludzkiej naturze chaos, terror i anarchia. Ludzką "grzeszną" naturę może zbawić tylko państwo ustanawiając swój monopol inicjowania przemocy. 

święci - każde państwo ma swoich świętych - swoich ojców założycieli i wielkich "mężów stanu". Np. w Polsce trwa wciąż walka o beatyfikację Piłsudskiego czy też Kaczyńskiego, lecz już dawno dokonano wyniesienia na ołtarze królów, np. Bolesława Chrobrego, Kazimierza Wielkiego itd. 

modlitwa - głoszenie wielkości państwa jest obowiązkowym elementem wszelkiego rodzaju uroczystości, np. rocznic, meczów sportowych, czasami także obrzędów kościelnych. Każdy wierzący w państwo czuje się w obowiązku oddać hołd wielkiemu dziełu pobierania podatków i stosowania środków przymusu w obliczu niewiernych, tj. libertarian. 

wiara w cuda - niewierzącym w potęgę i dobroć państwa każe się nieustannie wierzyć w cuda, które ono rzekomo dokonuje. Według przekazu religijnego państwo wspiera gospodarkę, pobudza inwestycje, zapewnia pokój i dobrobyt, pomaga biednym, rozdziela sprawiedliwość. Nikt nigdy nie widział tego na oczy, ale mimo to wiara w państwo jako sprawcę cudów nie ustaje. 

świątynie - każde państwo ma swoje własne świątynie, w których celebruje się "mężów stanu" i ich wiekopomne czyny dokonane dla zbawienia ludzkości. We Francji, czy też Rumunii rolę tą pełnią panteony, w Polsce Wawel i inne nekropolie oraz siedziby władzy. Czasami funkcję tą spełnia np. siedziba parlamentu, którą każe się odwiedzać dzieciom ze szkół.

święte pisma - w świecie zachodu świętymi pismami państwa są pisma chorych na przerost wyobraźni filozofów, jak np. Rousseau, Kanta, Hegla, Hobbesa, czy też współczesnych gwiazd bełkotliwej filozofii, które zawierają ideologiczne usprawiedliwienie instytucji państwa. Za publiczne spalenie ich dzieł nie spotka Cię kara tak, jak w islamie, lecz głoszenie idei godzących w płynący z nich przekaz zaciąga na Ciebie karę milczenia i ostracyzmu. 

religijni liderzy - przywódcy państw są bożyszczami tłumów, które błogosławią ich wypowiedziom. Wizyty prezydentów i premierów mają w sobie coś z peregrynacji świętych obrazów lub relikwii - ludzie okazują im szacunek w przekonaniu, że reprezentują ze sobą coś bardzo ważnego. 

święta idea państwa - państwo ma status świętości, która zawsze pozostanie czysta. To źli ludzie i złe partie wykorzystują Lewiatana do swoich niecnych celów, ale państwo zawsze będzie krystalicznie dobre i zasługujące na nowy start, pomimo wielomilionowych ludobójstw, rzezi i katastrof przez nie wywołanych. 

Dobro państwa dobrem najwyższym - dla dobra państwa ludzie są w stanie oddać życie na wojnie, zrzec się całego swojego dobytku oraz nieustannie godzą się na wzajemne wywłaszczanie wszystkich przez wszystkich. Przedkładają w ten sposób abstrakcyjne dobro państwa nad dobro drugiej osoby i dobro własne. To wymaga naprawdę wielkiego religijnego zapału. 


A jeśli chodzi o mnie, to nie potrafię wyznawać dwu religii naraz i dlatego odrzucam wiarę w państwo.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Odebrana dotacja - dramat w jednym akcie

Niniejszy tekst ukazał się w ostatnim numerze "Najwyższego Czasu!", ale stwierdziłem, że nie wszyscy czytelnicy mojego bloga czytają tą gazetę, więc warto im także przybliżyć ten skromny dramat.


(z boku sceny trwa narada, trzej mężczyźni prowadzą żywą dyskusję)
ZŁY POLITYK I
Kiepska kondycja budżetu, czas na cięcie. Obetnijmy fundusze, bo inaczej czeka nas bankructwo!
ZŁY POLITYK II
Racja, racja. PKB nam spada – brać inwestorska nierada.
KAPITALISTA (ubrany w cylinder, długi frak, zagryza cygaro i podrzuca złotą monetę)
No, szybciej, szybciej. Buahahaha! (wybucha niekontrolowanym śmiechem i wyraźnie widać jego złoty ząb)
(na scenę wchodzą dwa chóry)
CHÓR LEWAKÓW
Ach, zły kapitalisto! I wy, bezduszni politycy! My pełnimy służbę społeczną, a wy służycie pieniądzu.
CHÓR PRAWAKÓW
Okrutne liberały, pieniądze nam zabrały. Naród bez dotacji zginie!
(ktoś po cichu intonuje „Boże, coś Polskę”)
LEWICOWY DZIENNIKARZ
Panie polityku, czy to na pewno dobra decyzja? Wszyscy eksperci mówią, że to krok w złym kierunku. Ja sam podpisałem już dwa listy otwarte sprzeciwiające się zabraniu dotacji.
SUPER NIANIA
Ja też się podpisałam pod tą listą!
ZŁY POLITYK I
Ja chętnie dałbym dotacje, lecz nie ma z czego.
ZŁY POLITYK II
Racja, kolego. Czas, aby górę wzięła prywatna inicjatywa!
PROBOSZCZ
A dobro wspólne? A pomoc biednym? Od czego jest państwo?
FEMINICHA I
I czemu zabieramy kobietom? Może lepiej samcom?
FEMINICHA II
Jak już mamy robić jakieś cięcia, to najpierw u samców (obie feminichy niekulturalnie chichocą)
CHÓR LEWAKÓW (posępnie)
Neoliberalizm i turbokapitalizm. Turbokapitalizm i neoliberalizm.
CHÓR PRAWAKÓW (jeszcze posępniej)
Liberalizm i brak państwa. Brak państwa i liberalizm.
ZWYKŁY CZŁOWIEK
Ja tam na polityce się nie znam, ale dotacji nie powinni nikomu zabierać.
KAPITALISTA
No szybciej!! Moje pieniądze! Mój egoizm!
PRAWICOWY DZIENNIKARZ
Słyszałem, że kapitalista nie chodzi do kościoła i ostentacyjnie czyta „Wyborczą”.
CHÓR PRAWAKÓW (z przestrachem)
Nie takich ludzi nam trzeba. Nie płacą podatków i rozkradają majątek narodowy.
LEWICOWY DZIENNIKARZ
A ja właśnie słyszałem, że kapitalista daje pieniądze na „Radio Maryja”.
CHÓR LEWAKÓW
Odebrać mu wszystkie licencje! Z antysemityzmem nie będzie dialogu.
ZŁY POLITYK I (wyraźnie poirytowany)
Już dość, decyzja zapadła. Rozejść się!
PRAWICOWY DZIENNIKARZ
W naszej gazecie będziesz obśmiany.
LEWICOWY DZIENNIKARZ
W naszej wykpiony.
PROFESOR DOTOWANEJ UCZELNI
Badania cenionego socjologa z Uniwersytetu Columbia wykazały, że bez dotacji nie wytrzymują nawet żaby.
STARY, BRUDNY KOZIOŁ
Beee...
EKSPERT LEWICOWEJ STACJI TELEWIZYJNEJ
Bez dotacji nie ma demokracji.
KOSMETOLOG
Bez dotacji marszczy się skóra i wychodzą czyraki.
GASTROLOG
Dłuższa ekspozycja na stan bezdotacyjny może się przyczynić do wytworzenia stanów zakaźnych dróg jelitowych.
EKSPERT PRAWICOWEJ STACJI TELEWIZYJNEJ
Odebranie tej dotacji to robota służb specjalnych – nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
ROLNIK
Iii tam... No nie zabierajta im tych dotacji, ludziska.
LEWICOWY DZIENNIKARZ
I co pan na to? Jak pan zareaguje na głos ekspertów?
POLITYK I
Będę nieugięty …
FEMINICHA
Faszysta!
PRZEWODNICZĄCY KLUBU GAZETY POLSKIEJ
Komuch!
PRAWICOWY DZIENNIKARZ
Dziś zabieracie dotacje, jutro sprzedacie ojczyznę. Targowica!
LEWICOWY DZIENNIKARZ
No to już jest wyraźna homofobia!
BYŁY PREZYDENT (wyraźnie zawiany)
Nie idźcie tą drogą!
CHÓR LEWAKÓW I PRAWAKÓW (razem, w ramach porozumienia ponad podziałami)
Och, nie bierzcie nam dotacji, bo z czego żyć będziemy?
Bez państwowych pieniędzy wnet wszyscy pomrzemy.
KAPITALISTA
Będziecie zdychać z głodu pod płotem! (bierze do rąk banknot studolarowy, robi z niego samolot i rzuca przed siebie)
PRAWICOWY POLITYK
O nie, miarka się przebrała. Czas na polityczny pucz.
LEWICOWY POLITYK
Popieram, zagrożona jest demokracja oraz dotacje na naszą partię.

(Dochodzi do puczu)

LEWICOWY DZIENNIKARZ
Dobrze się stało, byliśmy o krok od nazizmu. Dziś możemy spać spokojnie.
PRAWICOWY DZIENNIKARZ
Czujemy ulgę, powstrzymaliśmy liberalny zamach stanu.
CHÓR LEWAKÓW I PRAWAKÓW
Nie śmiejcie odbierać dotacji, bo święte są. Wie o tym prawica i lewica wie to.
POLITYK I
No i co teraz? Zbankrutujemy …
PROFESOR DOTOWANEJ UCZELNI
Zdecydowanie zbyt pesymistyczna narracja.
JACEK ŻAKOWSKI
Turbokapitalizm.

(kurtyna w dół).

niedziela, 30 grudnia 2012

Oficjalna odpowiedź na tekst Jacka Kobusa

W najnowszym "Najwyższym Czasie!" Jacek Kobus po raz kolejny wypowiada się na temat libertarianizmu. (Coś go ten libertarianizm "uwiera", nie sądzicie? Mógłby przecież pisać o tylu różnych kwestiach miłych konserwatystom i prawicowcom: o potrzebie posiadania silnego państwa, o potrzebie narzucenia pełnej lub pół-dyktatury albo o spiskach lewaków itd. itp. Coś Panu Kobusowi libertartianizm spać jednak nie daje, bo tym razem napisał tekst na co najmniej 15 tysięcy znaków.
Pan Kobus wypada zdecydowanie najlepiej, gdy pisze o koniach - najwidoczniej jego pasji. Gdy jednak zabiera się za teorię społeczną lub filozofię, bywa niestety nie najlepiej. To tak jakby muł chciał startować w Wielkiej Pardubickiej.
Tak też stało się i tym razem: W tekście pt. "O postępie i wolności raz jeszcze", znajdujemy taką oto wypowiedź: Najpierw trzeba ludzi do wolności przymusić, bo dobrowolnie wolni być nie chcą. 

A teraz, w celu właściwej kontemplacji tej wielkiej prawdy, polecam usiąść po turecku, wyciszyć się, spojrzeć prosto przed siebie w ścianę i policzyć do stu. 

Jeśli już, drogi czytelniku, skończyłeś, posłuchaj dalszej części mojej wypowiedzi.

Proponuję, aby od dziś nazwać ten rodzaj "rozumowania" "dialektyką Kobusa". Jej zastosowanie jest bardzo proste. Proszę bardzo, oto przykład:

Aby odpowiedzieć na polemikę Kobusa, trzeba na nią nie odpowiedzieć.

Koniec wpisu.

czwartek, 6 grudnia 2012

Historia pisana pieniądzem cd.

Tym razem zamiast osobnego wpisu zamieszczam materiały promocyjne.

Wpierw link do nagrania audycji ze mną w Kontestacji: (kliknij tutaj)

A poniżej także nagranie video z premiery mojej książki na Targach Książki Historycznej w Warszawie:




wtorek, 20 listopada 2012

Myśli nowoczesnego libertarianina

Libertarianin, tak jak nowoczesny endek, brzydzi się oportunizmem mafii i nie ma najmniejszej ochoty przyłączać się do sekty. Ale jednocześnie nie jest na tyle naiwny, aby wierzyć, że jakiekolwiek państwo może w ogóle działać.
Przede wszystkim, nowoczesny libertarianin nie jest w stanie zrozumieć, jak można w dzisiejszej Polsce w ogóle mówić o słabym państwie. Polskie państwo ma się świetnie – zatrudnia ok. 3.5 miliona osób, które zarabiają średnio 30% więcej niż ich odpowiednicy w sektorze prywatnym. Do państwa należy wszechwładny ZUS oraz tysiące innych molochów, takich jak choćby PKP, PLL LOT, Poczta Polska, NBP, PGNiG oraz niezliczone inne podmioty. Państwo posiada wszystkie drogi, ulice, rzeki, jeziora, porty, sądy, uniwersytety, stadiony itd. itp. Nie ma w całym kraju ani jednego podmiotu prywatnego, który mógłby w jakikolwiek sposób równać się do Lewiatana. Najzamożniejsi przedsiębiorcy w rodzaju Jana Kulczyka czy Zygmunta Solorza-Żaka dysponują sumami, które są niczym w porównaniu do tych, którymi zarządza skarb państwa, a w istocie ciężko ich w ogóle nazywać przedsiębiorcami, gdyż swoje fortuny zawdzięczają ścisłej współpracy z Lewiatanem. Polskie państwo to gigant, wokół którego jak mrówki tłoczą się osoby prywatne licząc na to, że załapią się na okruchy ze stołu pana domu.
Rządząca od 2007 roku Platforma Obywatelska państwa nie osłabia, lecz bardzo je wzmacnia. Przedstawiciele pisowskiej sekty starają się za wszelką cenę pokazać, że platformerska mafia je niszczy, lecz dzieje się coś dokładnie co innego. Za rządów Tuska przybyło kilkaset tysięcy bezużytecznych biurw, wzrosły obroty budżetu (wydatki coraz bardziej przewyższają przychody), a państwo zachowało swój stan posiadania w prawie wszystkich branżach (szumnie zapowiadana deregulacja okazała się jedynie hasłem propagandowym). Sekcie oraz nowoczesnemu endekowi to jednak za mało i chcą dalej wzmacniać rzekomo słabe dziś państwo. W jaki sposób? Nacjonalizując jakieś branże? Przywracając Centralny Urząd Planowania? A może dokonując fuzji Orlenu z PKP Cargo, PGNiG oraz LOTem w celu utworzenia największej państwowej firmy w Europie? Polskiej!Ale by była potęga...
Nowoczesny libertarianin obserwuje uważnie otaczającą go rzeczywistość i wcale nie widzi zawłaszczenia państwa wyłącznie przez ludzi dawnego systemu. Z państwowej kasy utrzymują się zarówno lewicowcy chwalący mafię, jak i prawicowe pisma wysławiające pod niebiosa mafię. Z podatków fundowane są partie tak pobożnych, jak i bezbożnych socjalistów. Jak Polska długa i szeroka, dziesiątki tysięcy urzędów, szkół, bibliotek, prokuratur, hal sportowych oraz uczelni jest okupowanych nie tylko przez ludzi dawnego systemu, ale i przez węszących wszędzie ingerencję Salonu ludzi związanych z prawicą. Postkomuniści wcale nie zabronili dostępu do tych kilku milionów posad na dworze Lewiatana – pobożni socjaliści sami się garną pod jego skrzydła. Te 3,5 miliona osób, które pracują obecnie dla państwa to nie tylko głosujący na PO, PSL, SLD czy Palikota, ale także (kto wie, czy nie w większości) ludzie o prawicowych poglądach, którzy zamiast wziąć się do roboty w sektorze prywatnym wolą pić kawę w budżetówce.
To prawda, że peerelowscy aparatczycy zagarnęli dla siebie sporą część posad, na których siedzą do dziś, ale ich potęga jest możliwa tyko dlatego, że tzw. „polactwo” żyje ideałami silnego państwa. Gdy pojawiają się inicjatywy, takie jak Ruch Autonomii Śląska, które dają nadzieję na osłabienie państwa i przeniesienie politycznego środka ciężkości na poziom lokalny, najbardziej zwalcza je właśnie prawica, która marzy o silnym, scentralizowanym państwie, które o wszystkim decyduje z Warszawy. Najzamożniejsze państwa Europy, do których porównuje ciągle Polskę nowoczesny endek, stały się zamożne nie dzięki swojemu państwu, ale właśnie dzięki rozdrobnieniu politycznemu, które w Polsce zostało zlikwidowane tuż po rozbiciu dzielnicowym, a później przekreślone przez potężne państwo szlachty.
Nowoczesny libertarianin wcale nie ma się za idiotę, gdy twierdzi, że państwo wcale nie musi budować dróg, kontrolować sądów ani pobierać podatków na wojsko. Historia pokazała i wciąż pokazuje, że usługi te są świadczone znacznie lepiej przez sektor prywatny. Państwo polskie, ani jakiekolwiek inne, nie jest tu do niczego potrzebne.
To, czego naprawdę potrzeba, to masowego odejścia od państwa. Zbiorowego porzucenia państwowych etatów i zgłoszenia popytu na wolny rynek. Większość ludzi na prawicy jest przekonanych, że wpierw trzeba odsunąć Salon od władzy, a dopiero potem będzie można ewentualnie pomyśleć o realizacji „marzycielskich” wolnorynkowych idei. Ale walka z Salonem bez walki z państwem to walka z wiatrakami, gdyż Salon całą swoją siłę czerpie właśnie z państwa. Gdyby nie było Lewiatana, wszystkie osobniki pokroju Kwaśniewskiego, Środy, czy też Komorowskiego byłyby bezsilne i musiałyby pracować ciężko na życie na podrzędnych stanowiskach. Dopóki jednak nowoczesny endek chce silnego państwa, będzie wiecznie zmagał się z wciąż kolejnymi zastępami Palikotów i Niesiołów, których państwo, jako instytucja do głębi zła, premiuje. Akceptując w punkcie wyjścia dominację tej instytucji, uczciwi ludzie zawsze będą na przegranej pozycji.
Proponując wskrzeszenie przedwojennej idei narodowej nowoczesny endek nawet nie ma świadomości, że aspiruje do czegoś, co zamożne kraje zachodu zaczynają coraz wyraźnie odrzucać. Wysiłki na rzecz przekształcenia Unii Europejskiej w wielkie super-państwo sprawiają, że państwa narodowe chwieją się w posadach jak jeszcze nigdy od momentu ich powstania. Gdyby więc kiedyś nowoczesnemu endekowi udało się nawet jakimś cudem zmienić „polactwo” w Polaków i przekształcić Polskę z kraju kolonialnego w kraj ambitnego narodu, na zachodzie nie będzie już żadnych Włochów, Niemców, Hiszpanów ani Brytyjczyków. Ich miejsce zajmą Tyrolczycy, Bawarczycy, Szkoci, Katalończycy, Walijczycy, Baskowie oraz Wenecjanie. Bankructwo współczesnych państw, które zrzeszają odmienne kulturowo grupy etniczne oraz narody sprawia, że nie chcą one dłużej żyć ze sobą pod jednym dachem. Tymczasem nowoczesny endek aż sapie ze złości, gdy ktoś próbuje powiedzieć, że jest Kaszubą, Ślązakiem albo Łemkiem. Polskie ma państwo ma być wszak z definicji silne, jednolite i niepodzielne.
Nowoczesny libertarianin nie zamierza trwać przy wczorajszych ideach narodowych, lecz nie dlatego, że są wczorajsze ani dlatego, że są narodowe. Libertarianin wierzy w istnienie wiecznego, niezmiennego kodeksu moralnego, który nie jest „polski”, „niemiecki” ani „francuski”, lecz obowiązuje wszystkich ludzi bez względu na miejsce i czas. Prawo własności obowiązuje bez względu na to, co stało się dotychczas oraz bez względu na to, co stanie się później. Taka perspektywa nie przekreśla oczywiście myślenia w kategoriach narodu lub grupy etnicznej, z którymi czujemy więź – naród to przecież także język i kultura, których nie trzeba mieszać do instytucji zajmującej się zbieraniem podatków.
Nowoczesny libertarianin nie darzy też żadnym wielkim sentymentem II RP, w której cała rzeczywistość gospodarcza została podporządkowana państwu. W dwudziestoleciu wojennym panował półkomunizm przejawiający się odgórnym sterowaniem obiegiem pieniężnym, większość przedsiębiorstw należało do Lewiatana, a Polacy dwukrotnie doświadczyli hiperinflacji, która zniszczyła ich oszczędności. Zaś wychwalane przez nowoczesnego endeka „inwestycje” w rodzaju Gdyni czy Centralnego Okręgu Przemysłowego były okupione zubożeniem społeczeństwa oraz rozmnożeniem państwowych etatów.
Gdyby więc zestawić dwie przedwojenne dekady z III RP, okazuje się, że współczesne państwo posiada wiele pozytywnych cech, które są dziś powszechnie niedoceniane. Polska zrodzona w Magdalence pozwala na względnie rynkową wycenę swojej waluty, o czym przed wojną w większości można było tylko pomarzyć. Zniesiono także pobór do wojska, a państwo zaprzestało realizowania wielkich projektów, takich jak budowanie od podstaw miast, czy też hut. Nie znaczy to oczywiście, że nowoczesny libertarianin pragnie tworzyć apologię obecnego państwa, lecz nie sposób odmówić mu pewnych swobód, których wcześniej zwyczajnie nie było.
Nowoczesny libertarianin ma świadomość, że nie ma nic do stracenia, gdyż odebrano mu w zasadzie wszystko. Decyduje o swojej własności w bardzo skromnym zakresie i naprawdę niewiele zmienia to, czy administrator Lewiatana będzie miał na imię X czy Y ani też czy będzie mówił to czy tamto – niewola jest niewolą. Jedyną szansą na wydostanie się z niej jest sprawienie, aby system tworzący niewolę uległ rozkładowi. Jedyna sensowna strategia na dzisiejsze czasy polega więc w istocie na tworzeniu podziałów wśród niewolących. Na zastępowaniu monolitu pluralizmem na każdym poziomie. Na potęgowaniu rozłamów, wzmacnianiu sporów, a może wówczas nasi oprawcy zagapią się na chwilę i wreszcie uda się wyjść na wolność.

niedziela, 11 listopada 2012

HISTORIA PISANA PIENIĄDZEM - moja najnowsza książka.

Historia pisana pieniądzem, czyli jak rządzący na przestrzeni wieków manipulowali polską walutą. Jakub Wozinski20 listopada na półkach dobrych księgarni pojawi się moja pierwsza drukowana książka (wcześniej wydałem swojego e-booka "A priori sprawiedliwości. Libertariańska teoria prawa." Można go kupić tutaj).
Tytuł książki brzmi następująco: "HISTORIA PISANA PIENIĄDZEM, czyli jak rządzący na przestrzeni wieków manipulowali polską walutą." (Można ją będzie kupić u wydawcy: kliknij tutaj).

Książkę napisałem w sposób przystępny dla każdego, chcąc przybliżyć w publicystyczny sposób historię monopolu pieniężnego w Polsce. Kwestie monetarne są bowiem jak wosk, w którym odbijają się wydarzenia znane nam z podręczników historii. Dzięki "Historii" czytelnik będzie mógł spojrzeć na historię Polski w sposób, o którym wcześniej nie pomyślał. Mam nadzieję, że za sprawą mojej krótkiej pracy choć jedna osoba zostanie zmuszona do ponownego przemyślenia takich wydarzeń, jak rozbicie dzielnicowe, wielkie projekty Kazimierza Wielkiego, Insurekcja Kościuszkowska, rozbiory, budowa Gdyni oraz COP czy też upadek socjalizmu w Polsce.

Z dumą mogę także stwierdzić, że "Historia pisana pieniądzem" to pierwsza drukowana książka polskiego autora napisana z pozycji jednoznacznie libertariańskich. Ani przez moment nie pozostawiłem w niej wątpliwości co do szkodliwości istnienia państwa jako takiego. Nie żywię złudnej nadziei, że państwem można rządzić w sposób dobry ani też zarządzać monopolem pieniężnym w sposób sprawiedliwy. Zamiast tego pokazuję, że pewną poprawę może przynieść jedynie ponowne "rozbicie dzielnicowe" Polski. W tym celu należy wpierw wycofać Polskę z Unii Europejskiej, która dąży do narzucenia swojej waluty. Następnie, należy przyznać Śląskowi autonomię oraz pozwolić mu bić swoją walutę. Potem należy wprowadzać kolejne autonomie: Kaszub, Wielkopolski itd. tak długo, aż w końcu produkcja pieniądza zostanie w pełni urynkowiona. W przeciwnym razie kradzież przy pomocy pieniądza nie zostanie powstrzymana nigdy.

Gorąco zachęcam wszystkich do lektury!

czwartek, 4 października 2012

Państwo jako luka pamięci

Najbardziej niezbadaną dziedziną życia społecznego są wszystkie te przestępstwa, które przy pomocy dekretu władzy uznawane są za zgodne z prawem. Luka pamięci nigdy nie ukaranych wykroczeń to miejsce otoczone społecznym tabu.
O tym, że prawo stanowione różni się od prawa naturalnego wiedzą nawet dzieci (no, może poza skrajnymi legalistami, ale to już przypadek kliniczny). Gdyby bowiem uznać, że prawem jest wszystko to, co orzeknie państwo, wówczas za legalny należałoby uznać m.in. Wielki Głód na Ukrainie, który został wywołany przez Sowietów zgodnie z obowiązującym prawem. W identyczny sposób za legalną trzeba byłoby uznać eksterminację podziemia antykomunistycznego w Polsce, gdyż zgodnie z obowiązującą konstytucją antykomuniści działali nielegalnie.
Na skrajny legalizm nie decyduje się więc zbyt wiele osób, gdyż jego wady są aż nazbyt widoczne. O wiele więcej osób wybiera zatem legalizm umiarkowany, który dopuszcza istnienie porządku prawa naturalnego, lecz głosi konieczność jak najdalej idącego dostosowania się do dekretów Lewiatana. Umiarkowany legalista, którym jest 99% ludzkości, twierdzi na ogół, że wprawdzie np. zsyłka na łagry może i była legalna w sensie zgodności z komunistyczną konstytucją, lecz sama władza sowiecka była nielegalna, gdyż zdobyto ją na drodze zamachu stanu oraz stała w sprzeczności z demokratycznymi procedurami. Gdyby jednak w sowieckiej Rosji skradziono komuś samochód, a sowiecki sąd orzekł dla przestępcy karę więzienia, umiarkowany legalista nieoczekiwanie stwierdziłby, że władza sowiecka miała prawo karać przestępcę. Nagle okazałoby się więc, że nielegalna władza Sowietów w pewnych aspektach była jednak legalna.
W odpowiedzi na tę sprzeczność na skrajnym marginesie głównego nurtu legalistycznego funkcjonuje legitymizm, skłonny uznać za legalne tylko i wyłącznie prawo stanowione przez „prawowite rządy”. Legitymistami są w zasadzie wyłącznie zwolennicy dawnej monarchii, pochodzącej rzekomo od Boga, ale przy braku takowej od co najmniej 100 lat, zmuszeni są uznać, że od ponad wieku nie wymierzono nikomu żadnej sprawiedliwości.
Komizmu i sprzeczności powyższych rozwiązań unika jedynie libertarianizm, który głosi, że jedyne możliwe przestępstwo polega na wykroczeniu przeciwko prawu naturalnemu, któremu podlega zarówno szary człowiek, jak i państwo. Prawo naturalne ludzkości oczywiście nie wystarczy; konieczny jest też ktoś, kto będzie pilnował jego przestrzegania w praktyce. W doborze osób, które będą egzekwowały prawo nie można jednak popełnić największego grzechu z możliwych – nie wolno sprawić, aby wypełniania prawa naturalnego strzegła ta instytucja. która z definicji je łamie.
Jeżeli prawo naturalne znaczy cokolwiek, jeżeli naprawdę wierzymy w jego istnienie, musimy uznać, że państwo nieustannie je łamie, nawet jeśli usilnie pragnie je stanowić. Karząc przestępcę, który kradnie samochody jednocześnie łamie prawo własności właściciela auta, który do wymierzenia kary mógłby zamiast przymusowych usług państwa posłużyć się prywatną firmą. Złodziej, który złupione mienie przeznaczałby nawet na pomoc potrzebującym, wciąż pozostanie złodziejem.
Powyżej przytoczyłem zaledwie kilka najbardziej drastycznych przykładów masowych przestępstw, którymi XX wiek niechlubnie zapisał się w dziejach ludzkości. Jednakże rzeczywistość jest naznaczona o wiele większą liczbą zapomnianych krzywd i przewinień, które społeczeństwo celowo przemilcza w imię rzekomo wyższego celu, jakim jest dobro państwa. Każdego dnia spotykamy się z dziesiątkami drobnych i większych wykroczeń państwa, które w ramach ideologicznej absolucji puszczane są w niepamięć. Każdego dnia dochodzi do milionów krzywdzących decyzji administracyjnych, interpretacji przepisów dokonanych na niekorzyść obywateli, przywłaszczeń dokonanych kosztem obywateli, nadużyć i zaniechań, błędów i pomyłek. Zdecydowana większość z nich nigdy nie zostanie zbadana, nie mówiąc już o wymierzeniu kary, tylko i wyłącznie dlatego, że państwo ma zagwarantowane status ostatecznej instancji, która ma prawo się mylić.
Naukowcy świata Zachodu z nieskrywaną wyższością opisują zjawisko tabuizacji obecne w plemionach pierwotnych oraz pojawiające się w niektórych sferach społeczeństw współczesnych, lecz nigdy nie podejmują podstawowego tabu przestępstwa zwanego państwem. Jako obywatele mamy prawo mówić o konkretnych przestępstwach, których dopuszczają się pojedynczy urzędnicy, a nawet całe państwa, lecz wypowiadanie się na temat przestępstwa dokonującego się poprzez sam fakt istnienia państwa karane jest bezwzględnie.
Kara za krytykowanie państwa jako takiego polega przede wszystkim na drwinie i ostracyzmie, lecz jest niezwykle skuteczna. Teoria libertariańska jest ochoczo wyśmiewana zarówno po lewej, jak i po prawej stronie sceny politycznej, lecz najczęściej spotyka ją zmowa milczenia. Państwo jest głównym sponsorem świata nauki, więc naukowcy na ogół o libertarianizmie zwyczajnie milczą. W ten sposób wolnościowi ideolodzy są nieustannie marginalizowani jako nienaukowi i pozostający w rzekomym wielkim błędzie. Oszukiwane przez państwo masy są w ten sposób pozbawiane przywództwa, które zdolne byłoby wyrwać je z letargu.
Siła tabu w społeczeństwach pierwotnych polega na tym, że do jego przestrzegania nie są potrzebne żadne środki przymusu bezpośredniego. Instytucja tabu pochodzi ze świata religijnego i stanowi przekonanie, które każdy człowiek plemienia nosi głęboko w sercu. Odrzucenie tabu jest dla członka plemienia pierwotnego równoznaczne z postawieniem się poza wspólnotą. W identyczny sposób człowiek współczesny dokonał tabuizacji instytucji państwa. Przyjąwszy wiarę w państwowego bożka, wyraził zgodę na wrzucanie wszystkich przestępstw dokonywanych wspólnie z innymi w ramach państwa do zbiorowej luki pamięci. Pilnie dba o podtrzymywanie tabu przestępstwa zwanego państwem i z radością uczestniczy w wykluczaniu ze sfery „poważnych ludzi” wszystkich tych, którzy śmią targnąć się na fałszywy mit.
Ponieważ tabu ma źródła religijne, charakter kultu posiada także przekonanie o konieczności istnienia państwa. Uzasadniając jego istnienie, jego zwolennicy są skłonni zawiesić wszelkie prawidła, którymi kieruje się rozum, a przydawane Lewiatanowi atrybuty świadczą, że w wyobrażeniu wielu ludzi mamy do czynienia niemal z osobno istniejącym organizmem. Wiara w istnienie państwowego bożka jest na tyle mocna, że zachowują ją nawet ludzie, którzy uważają siebie samych za racjonalnych ateistów i odrzucają osobowego Boga chrześcijan. Wszystkich wyznawców tabu państwa łączy także przekonanie, że ich wiara jest w stanie odpuścić grzechy, których dopuszczają się działając w ramach państwa.
Tabuizacja państwa ma jeszcze jeden skutek: umieszczając przestępstwa państwa w luce pamięci kolejne pokolenia tworzą dla swoich następców nieustanne złudzenie toczonego przez siebie poczciwego żywota. W rezultacie przychodzący na świat człowiek dopiero po pewnym czasie odkrywa, że otaczający go świat wcale nie jest taki, jakim piszą go dorośli, lecz posługuje się bardzo użytecznym tabu, pozwalającym w dziecinnie łatwy sposób wrzucać część własnych przestępstw do społecznej luki pamięci. Ogromna większość ludzi staje się konformistami i przystaje do podtrzymywania tabu, choć oczywiście nie czynią tak wszyscy.
Państwowa luka pamięci jest przepastna, ale na szczęście istnieje do niej dostęp. Wygrzebywanie brudów, które w niej zalegają może się czasami wydawać czynnością skazaną na ponowne wrzucenie do zbiorowej luki pamięci, lecz w istocie każdy cios zadany w ten sposób państwu trafia celu. Nic nie szkodzi tabu tak, jak wypowiadanie go na głos. PAŃSTWO TO PRZESTĘPSTWO.